Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Informacje. Pokaż wszystkie posty

12 maja 2014

Kruszonka

Autor: Marysia


Chałkę z tego przepisu robiłam już wielokrotnie, aż w końcu okazało się, że P. marzy o chałce z kruszonką - a więc jest :). Kruszonka jest bardzo prosta do zrobienia, a przyda się nie tylko do chałki, ale też do maślanych bułeczek, drożdżówek itp.
UWAGA: z tych proporcji wychodzi naprawdę dużo kruszonki - na całe 2 chałki i jeszcze trochę zostaje, więc warto się zastanowić, czy jednak nie wykorzystać połowy składników.
Sposób wykonania kruszonki znalazłam tutaj.


Kruszonka


60 g mąki pszennej
2 czubate łyżki cukru
30 g masła (miękkiego lub roztopionego)

Kruszonką posypujemy wierzch chleba czy bułki, wcześniej posmarowany jajkiem, tuż przed włożeniem do piekarnika.


22 lutego 2014

Zakupy w Młynie Oliwskim

Autor: Marysia


W czwartek miałam okazję odwiedzić sklep, otwarty niedawno przez właścicieli ostatniego czynnego młyna na Potoku Oliwskim w Gdańsku. Sklep prowadzi sprzedaż detaliczną, a niedługo ma również zostać uruchomiony sklep internetowy pod adresem sklep.mlynoliwski.pl.

Kiedyś pisałam już na temat mojej pierwszej wizyty w młynie w Pruszczu Gdańskim, w którym od tego czasu regularnie się zaopatruję. Jednak z Gdyni do Pruszcza kawałek drogi, więc otwarcie sklepu w Oliwie powitałam z entuzjazmem :).

Wejście do sklepu jest schowane i nieoznaczone, jednak miły Pan wskazał nam drogę :). Sklep oprócz mąki oferuje też inne produkty, których na razie nie jest zbyt dużo, więc i sam sklepik malutki. Jednak z tego co zrozumiałam, asortyment cały czas się powiększa.

Źródło zdjęcia

W ofercie sklepu dostępne są przede wszystkim mąki pszenne (chlebowa i graham), żytnie (jasna i razowa) i orkiszowe, w opakowaniach po 2 i 5 kg. Oprócz tego w oczy rzuciła mi się mąka gryczana. Poza mąką dostępne są różne dodatki do pieczenia chleba (otręby, melasa), ale też np. błonnik naturalny i sól himalajska. Właściciele sklepu dali nam do spróbowania brązowego cukru i ksylitolu, który zrobił na nas spore wrażenie, niestety jego cena jest zabójcza. Widać, że właściciele przykładają dużą wagę do jakości produktów - jeżeli cukier brązowy to nie taki, który można dostać w pierwszym lepszym supermarkecie. I to się chwali. Poza tym są bardzo pomocni, chętnie odpowiadają na pytania, pomagają w wyborze i słuchają, czego poszukują klienci.

Niestety jest i wada - ceny mąki. Kupiłam 4 typy w opakowaniach po 2 kg. Mąka pszenna 750 kosztowała 6 zł, a pszenna 1850, żytnia 720 i 2000 - po 7 zł. Łatwo policzyć, że daje nam to między 3 a 3,50 zł za kilogram. Gdy porównamy to z przedziałem 1,80-2 zł w sklepie w Pruszczu, nie da się nie zauważyć, że różnica jest spora, bo prawie dwukrotna. Dla osób, które całkowicie porzuciły pieczywo sklepowe na rzecz tego domowego i pieką bardzo często, może to być odczuwalna różnica. Trzeba jednak pamiętać, że z perspektywy Trójmiasta sam dojazd do Pruszcza jest kosztowny - Oliwa jest znacznie bliżej. Zdaję sobie też sprawę, że niektórzy pieką pieczywo okazjonalnie i nie pojechaliby specjalnie do Pruszcza po 20 kilogramów mąki ;). Nie orientuję się wprawdzie w supermarketowych cenach mąk, nadających się do wypieku chleba, jednak podejrzewam, że ci, którzy się w tego typu sklepach zaopatrują, wyjdą znacznie lepiej na zakupie mąki prosto z gdańskiego młyna.

Podsumowując, sklep zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie i mam nadzieję, że będzie się rozwijał i poszerzał ofertę. Jeżeli jesteście ciekawi, co się w niej pojawia, wejdźcie na fanpage Młyna na Facebooku.

Wpis nie jest sponsorowany :)

Młyn Oliwski
ul. Spacerowa 18, Gdańsk
sklep.mlynoliwski.pl

28 listopada 2013

Podsumowanie akcji "Pieczywo świata"

Autor: Marysia



Oto podsumowanie zorganizowanej na Durszlaku akcji "Pieczywo świata". Udało nam się zebrać 34 przepisy na pieczywo z aż 20 (!) krajów świata, w tym z największą reprezentacją Włoch. Wszystkie przepisy, a szczególnie te zawierające dodatkowe informacje o tradycji wypieku, są naprawdę ciekawe - bardzo dziękuję wam wszystkim za udział i zapraszam do zapoznania się z podsumowaniem :).


     Australia

Damper - Mirabelkowy blog


     Austria

Kaiser rolls - Moje domowe kucharzenie


     Bułgaria

Chleb bułgarski - Kuchenne szaleństwa


File:Flag of the Chechen Republic.svg     Czeczenia

Kaukaskie czepałgasze – pasterskie podpłomyki nadziewane serem - Dieta niskosalicylanowa i alergia na salicylany


     Finlandia

Chleb fiński - Mops w kuchni


     Francja



      Grecja

Chlebki pita - Silver Teaspoon
Grecka pita - Marciocha Kucharzy
Chlebki pita - historia i przepis - Chilli, czosnek i oliwa - blog o kuchni śródziemnomorskiej


     Gruzja

Czaczapuri - Taka babska próba


     Indie

Chlebek naan z patelni - 365 dni dookoła kuchni
Naan z patelni żeliwnej/woka - Pieczywo na zakwasie
Indyjskie chlebki naan - Dolina smaków


     Irlandia

Irlandzki chleb na sodzie - Studnia Miodu
Irlandzki chleb sodowy - W Krainie Smaku


     Litwa

Chleb litewski - Anioły w kuchni


     Meksyk

Pan de Muerto - Smaki Świata
Pan de Muerto - Pink Hungry


     Niemcy

Pumpernikiel - Zapach chleba


     Nowa Zelandia

Rewena paraoa - chleb maoryski - Pieczywo na zakwasie


     Szwajcaria

Tessinerli - szwajcarski chlebek z sześciu części - Skwierczące Pomysły z szalonej Patelni


      Szwecja



     Turcja

Tureckie Simit - Pieczywo na zakwasie


     Ukraina

Chleb ukraiński - Pieczywo na zakwasie


     Włochy

Grissini w 5 smakach - Food Cook Love
Sycylijski chleb z kaszą manną - breakfast's time!
Focaccia na słodko - Smakowity Chleb


     Pieczywo żydowskie

Żydowska chałka - Smaki Świata

14 sierpnia 2013

Kenwood CHEF premier

Autor: Marysia



Już od dawna marzyłam o porządnym robocie kuchennym. Wprawdzie nie mogłam za bardzo narzekać na swojego ręcznego Phillipsa, ale w pewnym momencie przestał dawać sobie radę z gęstym ciastem chlebowym. Zaczął po prostu śmierdzieć, co zapowiadało szybkie spalenie się silnika. Poza tym trudno mi było wyrabiać ciasto przez kilka minut, kiedy musiałam to robić ręcznie, przez co najczęściej nie trzymałam się czasu wyrabiania podanego w przepisie. Stwierdziłam, że skoro od ponad roku nie kupuję pieczywa w sklepie, a pieczywo domowe robię 2-3 razy w tygodniu, mogę zainwestować w porządny sprzęt, który, mam nadzieję, będzie mi służył przez lata.

Kenwood vs KitchenAid
Jak pewnie wielu z was, na początku marzył mi się kultowy KitchenAid. Jednak ceny tych urządzeń w Polsce, czy nawet w Anglii, są absolutnie zaporowe. W końcu musiał przemówić zdrowy rozsądek - wygląd nie jest warty takich pieniędzy. Może gdybym miała designerską kuchnię i bardzo zależałoby mi na konkretnym kolorze KitchenAida... Do tego dochodzi też druga sprawa - moc tych robotów. Najpopularniejsze modele KitchenAida mają zaledwie 325 watów, czyli tyle, co mój ręczny mikser. Czy warto więc płacić tak duże pieniądze za taką samą moc? Wprawdzie polski dystrybutor na swojej stronie pisze coś o różnicach w mocy czynnej i biernej (tzn. że tak naprawdę 325 W w KitchenAidzie to więcej niż 325 W w urządzeniu innego producenta), jednak mój domowy elektryk ;) uświadomił mnie, że mimo wszystko różnice w tych dwóch rodzajach mocy nie są tak duże, żeby te 325 W mogło się równać na przykład 1000 W urządzenia innej firmy. Stwierdziłam, że skoro już inwestować, to w sprzęt o naprawdę porządnej mocy.

Oczywistym konkurentem KitchenAida jest Kenwood. Historia robotów Kenwood jest tak naprawdę niewiele krótsza od KitchenAida i wielokrotnie czytałam o osobach, które dopiero teraz wymieniają swoje stare, 40-letnie Kenwoody na nowe modele. Ten sam robot przez 40 lat? To robi wrażenie. Wprawdzie wiadomo, że obecnie wszystkie sprzęty są gorszej jakości, jednak nawet jeżeli mój Kenwood przetrwa "tylko" 20 lat, będę zadowolona ;).

W tym miejscu chciałabym od razu odnieść się do czytania recenzji tych dwóch sprzętów. W większości przypadków nie ma to wielkiego sensu, bo obie firmy mają swoich wiernych fanów, jak co najmniej Justin Bieber ;), którzy będą stali murem za swoim wyborem. To jest zresztą logiczne - jak wiele osób, które wydały 1,5-3 tysięcy złotych na taki sprzęt będzie w stanie przyznać się choćby przed samymi sobą, że popełnili błąd? Dlatego ja skupiłam się na czytaniu recenzji porównawczych osób, które miały okazję używać obu urządzeń, bo tylko wtedy można było liczyć na obiektywizm. W większości wypadków szala przechylała się na stronę Kenwooda, co w połączeniu z argumentami "cena" i "moc" sprawiło, że ostatecznie zdecydowałam się na urządzenie tej marki. Dostępnych jest oczywiście wiele modeli, w tym najnowsze z płytą indukcyjną (jednak w zawrotnej cenie, a mi taki gadżet nie jest aż tak bardzo potrzebny). Zdecydowałam się na chyba najpopularniejszy model marki, czyli Kenwood CHEF premier o mocy 1000 W.

Zakup
Robota zamówiłam na angielskim Amazonie. Dlaczego? Przede wszystkim ze względu na niższą cenę samego urządzenia oraz przystawek, a także dodawane do każdego zestawu szklany blender i mieszadło silikonowe. Co mnie najbardziej zdziwiło to to, że paczka dotarła do mnie dokładnie 24 godziny od zamówienia - kto by pomyślał, że zakupy w Anglii robi się nie tylko taniej, ale też szybciej... Zamawiając na Amazonie musicie tylko pamiętać o jednym - urządzenie ma angielską wtyczkę, więc zawczasu musicie zapewnić sobie przejściówkę.

Przystawki
Do Kenwooda, tak jak i do KitchenAida, można zakupić przystawki, które przydają się szczególnie osobom, które tak jak ja mają małą kuchnię i nie mają już gdzie trzymać kolejnych sprzętów. Niestety przystawki nie są tanie, w Polsce kosztują nawet ok. 300 zł. Dlatego 2 przystawki - do wyciskanego makaronu i do mielenia mięsa - zamówiłam od razu znacznie taniej na Amazonie. Dostępne są też, między innymi, przystawka do tarcia, siekania, krojenia na plasterki itp., przystawka do robienia lodów, krojenia w kostkę, wyciskania cytrusów, robienia makaronu wałkowanego itd.

Przejdźmy jednak do plusów i minusów samego urządzenia.

Plusy:

+ moc: 1000 W to nie przelewki, urządzenie świetnie daje sobie radę nawet z najbardziej zwartym ciastem, a bitą śmietanę ubija błyskawicznie. Niektórzy obawiają się, że urządzenie o takiej mocy zużywa bardzo dużo prądu - jednak jakoś jeszcze rachunki za prąd mnie nie zrujnowały ;).
+ końcówki do wyrabiania: w zestawie dostępna jest uniwersalna końcówka K, rózga do ubijania oraz hak do ciasta. Dodatkowo można dokupić (a w moim zestawie była dołączona) końcówkę silikonową, która świetnie zbiera składniki ze ścianek miski, a szczególnie przydaje się w przypadku ubijania masła.

Końcówki do wyrabiania ciasta i łopatka

+ możliwość dokupienia przystawek: nie są tanie, ale pamiętajmy, że maszynka do mielenia mięsa Kenwooda byłaby i tak droższa od przystawki tej samej firmy.
+ dokładne wymieszanie wszystkich składników, nawet przy niewielkiej ich ilości. Dodatkowo mamy możliwość wyregulowania wysokości końcówek, dzięki czemu możemy tak je ustawić, aby prawie dotykały dna miski. Oczywiście przy użyciu haka czasem zdarza się, że przy luźniejszych ciastach coś trzeba zebrać ze ścianek miski, jednak nie jest to wielkim problemem, tym bardziej, że do zestawu dołączona jest łopatka.
+ osłonka przeciwko chlapaniu: absolutnie genialna sprawa :). Mam przepis na gofry, w którym trzeba stopniowo, naprzemiennie dodawać po niewielkiej ilości mąki i mleka, co zawsze kończyło się tym, że i ja, i połowa kuchni byłyśmy w mące. Osłonka Kenwooda ma otwieraną klapkę, która umożliwia nam dodawanie kolejnych składników bez przerywania miksowania, nie brudząc przy tym wszystkiego wokół.

Osłonka zabezpieczająca przed chlapaniem (z otwartą klapką)
+ książka z przepisami: mały plusik za dołączoną książkę z przepisami. Myślałam, że będzie to kilka byle jak spiętych ze sobą kartek A4, a dostałam pięknie wydaną książkę z wieloma przepisami. Przy każdym z nich jest informacja, jakiej końcówki/przystawki i jakiej prędkości należy użyć do wybranego przepisu. Nadrukowana z tyłu cena to 19,99 funtów / 30 Euro.



Minusy:

- hałas: nie ukrywajmy, 1000 W musi hałasować. W przypadku ciasta chlebowego nie wychodzę poza prędkość 2, więc nie doskwiera mi to za bardzo, jednak przy ubijaniu białek na najwyższej prędkości nie ma mowy o jednoczesnym rozmawianiu z kimś w kuchni. Mimo wszystko, maszyna uwija się tak szybko, że hałas jest również krótkotrwały. W niektórych recenzjach czytałam też, że na wysokich prędkościach urządzenie "chodzi" po blacie, jednak sama tego nie doświadczyłam. Jedynie trochę się trzęsie, ale nie zmienia swojego położenia ;).
- wygląd: powiedzmy sobie szczerze, w tym starciu KitchenAid wygrywa. Wprawdzie ja osobiście nie uważam, aby Kenwood był brzydki, jednak na pewno nie jest też ładny, podczas gdy KitchenAid stanowi wręcz element wystroju kuchni. Choć pewnie ze względu na jego retro wygląd do bardzo nowoczesnych kuchni raczej pasowałby Kenwood.


Podsumowując, jest to urządzenie drogie, ale wysokiej jakości i w 100% spełniające swoje zadanie. Myślę, że nie trzeba nikogo przekonywać o wyższości robota stojącego nad mikserem ręcznym (ciasto się wyrabia, a my w tym czasie możemy np. zrobić śniadanie ;) ). Mam nadzieję, że ta recenzja pomoże komuś dokonać wyboru. W razie czego postaram się odpowiedzieć na ewentualne pytania.

Nie jest to artykuł sponsorowany.

10 lipca 2013

Ubezpiecz swój zakwas!

Autor: Marysia

Nie ma chyba nic wspanialszego niż stary zakwas, który pracuje tak pięknie, że nie musimy dawać go do chleba więcej niż 10-15 g, i to bez dodatku drożdży.

Ale...

Nieszczęścia chodzą po ludziach. I zakwasach. Może się zdarzyć, że z jakiegoś zupełnie niezrozumiałego powodu (lub po prostu przez zapomnienie) zakwas nam zapleśnieje. Może się zdarzyć, że dodamy cały do ciasta, i nic nam nie zostanie. Słoik z zakwasem może spaść, zbić się, a jego zawartość wylądować na podłodze i nadawać się tylko do wyrzucenia. Nie piszę tego, by wszyscy posiadacze przynajmniej kilku-miesięcznego zakwasu przestali spać po nocach :). Ale myślę, że warto się na taki wypadek ubezpieczyć.

W jaki sposób?

Poprzez zasuszenie zakwasu.


Jak to zrobić?
Przy okazji dokarmiania zakwasu dodaj dodatkowe 20 g mąki i 20 g wody. Gdy zakwas będzie już bardzo aktywny, rozsmaruj go na papierze do pieczenia - postaraj się zrobić to jak najcieniej. Odstaw papier z zakwasem na 1-4 dni.



Kiedy zakwas będzie odchodził płatkami z papieru (upewnij się, że te grubsze warstwy też są dokładnie wysuszone)...


... przełóż zakwas do moździerza i rozgnieć na względnie gruby proszek. Możesz też przejechać po nim wałkiem. Przesyp zakwas do woreczka strunowego i włóż do zamrażalnika.


Jak odświeżyć wysuszony zakwas?
Weź łyżeczkę wysuszonego zakwasu i wymieszaj z łyżką wody. Odstaw na kilka godzin, póki wszystkie płatki zakwasu nie rozpuszczą się (jeżeli po kilku godzinach wciąż będzie kilka grudek, mówi się trudno). Dodaj łyżkę mąki (takiej, jakiej używasz do dokarmiania zakwasu). Przykryj folią spożywczą i odstaw na 1 dzień. Dokarm tak otrzymany zakwas tak, jak normalnie. Odstaw na 1-3 dni. Możesz go w międzyczasie dokarmiać.


Źródło: http://yumarama.com

11 kwietnia 2013

Jak przygotować zakwas o hydracji niższej niż 100%?

Autor: Marysia


Z matematyki niestety byłam zawsze bardzo słaba (delikatnie mówiąc). Od jakiegoś czasu natrafiałam na coraz więcej przepisów na chleb, które wymagały użycia konkretnej ilości zakwasu o hydracji 60% czy 80% i automatycznie z nich rezygnowałam. Znalazłam na kilku blogach wyjaśnienia, jak to jest z tą hydracją, niestety dla mnie i tak były nie do ogarnięcia - potrzebowałam konkretnej metody obliczania. Na pomoc przyszła mi książką, o której pisałam w poprzednim poście. Ta książka mnie naprawdę zachwyca, odpowiedziała już na wiele moich pytań dotyczących składania ciasta, formowania bochenków, parowania piekarnika, nacinania itp. A teraz Hamelman wyłożył mi problem hydracji tak, że wreszcie potrafię to policzyć :). Jestem przekonana (a przynajmniej chciałabym w to wierzyć), że nie tylko ja miałam z tym aż takie problemy, więc poniżej znajdują się 2 praktyczne przykłady obliczania hydracji.


Zacznijmy od prostej definicji tego, czym jest hydracja:
                                           jest to stosunek wody do mąki (nie odwrotnie).


Przykład 1.

Mamy 200 g zakwasu 100% (czyli zakwasu dokarmianego mąką i wodą w równych proporcjach wagowych). Potrzebujemy zakwasu o hydracji 60%.

200 g zakwasu o hydracji 100% oznacza, że w tym zakwasie jest:
mąki - 100 g
wody - 100 g

Bierzemy w takim razie te 100 g wody i dzielimy przez 60, bo taką hydrację chcemy uzyskać.
100 : 60 = 1,67

Otrzymaliśmy współczynnik, który musimy pomnożyć przez drugi składnik zakwasu, czyli mąkę. A więc:
1,67 x 100 = 167

Oznacza to, że aby uzyskać zakwas 60%, musimy mieć zakwas, w którym jest 100 g wody i 167 g mąki.
Ponieważ mamy już w naszym zakwasie 100 g mąki i 100 g wody, musimy dodać 67 g mąki i voila - otrzymujemy 267 g zakwasu o hydracji 60%.

Dla pewności możemy to jeszcze sprawdzić. Wyżej pisałam, że hydracja to stosunek wody do mąki, a więc wykonujemy działanie:
(woda : mąka) x 100%, czyli
(100 : 167) x 100%.
Otrzymujemy w zaokrągleniu 60% :).

----------------------------------------------

Przykład 2.

Teraz spójrzmy na drugi przykład. Tym razem będziemy mieć mniej zakwasu bazowego, bo jednak najczęściej zostaje nam niewielka jego ilość.

Mamy 50 g zakwasu 100%. Będziemy chcieli uzyskać 190 g zakwasu o hydracji 80%.

50 g zakwasu o hydracji 100% oznacza, że w tym zakwasie jest:
mąki - 25 g
wody - 25 g

Bierzemy w takim razie te 25 g wody i dzielimy przez (80 : 4). Dlaczego podzielone przez 4? Bo nie mamy już równych 100 g wody - obie wartości muszą być proporcjonalne. Dlatego najłatwiej jest do obliczeń brać ilości zakwasu 50 g, 100 g, 200 g, bo najłatwiej jest policzyć. A więc:
25 : 20 = 1,25

Otrzymany współczynnik znów mnożymy przez mąkę. A więc:
1,25 x 25 =  31

Oznacza to, że aby uzyskać zakwas o hydracji 80%, musimy do naszego obecnego zakwasu dodać:
31 - 25 = 6 g mąki

Uzyskany w ten sposób zakwas składałby się z 31 g mąki i 25 g wody. Niestety to daje nam tylko 56 g zakwasu, a potrzebujemy 190 g. Wystarczy, że każdy składnik pomnożymy przez 4.
31 g mąki x 4 = 124 g mąki
25 g wody x 4 = 100 g wody

Bierzemy więc nasze 50 g zakwasu. Skoro składa się on z 25 g mąki i 25 g wody:
124 g mąki - 25 g = 99 g 
100 g wody - 25 g = 75 g

Musimy więc dodać do niego 99 g mąki i 75 g wody. Uzyskujemy w ten sposób 224 g zakwasu o hydracji 80%, z którego bierzemy 190 g do pieczenia.

----------------------------------------------

Mam nadzieję, że udało mi się to opisać w zrozumiały sposób i komuś z Was się to przyda :).

10 kwietnia 2013

Bagietki na poolish z długo wyczekiwanej książki

Autor: Marysia




Nareszcie jest! Na tę książkę czekałam 3,5 tygodnia... Ale w końcu dotarła i już widzę, że to był bardzo dobry zakup. Oprócz 118 (!) przepisów na różnego rodzaju pieczywo, w książce znajduje się ogromna ilość informacji. Znaczną ich część już przeczytałam, ale jest tego zbyt dużo, żeby wszystko od razu zapamiętać, dlatego pozaznaczałam najciekawsze fragmenty i na pewno będę do nich regularnie wracać. Ale już przy poprzednim chlebie orkiszowym z rodzynkowym purée wykorzystałam sposób formowania owalnych bochenków szczegółowo opisany i zilustrowany w książce.

Oczywiście nie mogłam się doczekać, kiedy coś z tej książki upiekę. Nie było sensu piec kolejnego chleba, skoro nie zjedliśmy jeszcze poprzedniego, ale bagietki to już inna sprawa :). Zdecydowałam się na bagietki na poolish, bo nigdy wcześniej tej metody nie stosowałam, a jest ciekawym kompromisem (przede wszystkim czasowym) między chlebem drożdżowym a chlebem na zakwasie. Przy tej metodzie przygotowujemy kilkanaście godzin wcześniej zaczyn, dzięki czemu pieczywo dłużej zachowuje świeżość, niż zwykłe pieczywo drożdżowe, ale przez to, że jest to zaczyn na bazie drożdży, nie wymaga dokarmiania zakwasu.

Jeffrey Hamelman - Bread: A Baker's Book of Techniques and Recipes

Bagietki na poolish
2 bagietki

Poolish:
150 g mąki pszennej chlebowej
150 g wody
1/8 łyżeczki drożdży instant

Składniki poolish wymieszać do połączenia, przykryć folią i odstawić na 12-16 godzin w temperaturze pokojowej.

Ciasto właściwe:
530 g mąki pszennej chlebowej
150 g wody
8 g soli
2 g drożdży instant
Poolish

Umieść wszystkie składniki, łącznie z poolish, w misce. Miksuj 3 minuty na najniższej prędkości, dodaj ewentualnie trochę mąki lub wody, a następnie miksuj przez kolejne 3 minuty na średniej prędkości. Ciasto powinno być średnio luźne.

Odstaw ciasto do wyrastania na 2 godziny, składając po godzinie.

Podziel ciasto na 2 równe części. Uformuj w kule, odłóż na lekko posypaną mąką stolnicę łączeniem do góry i przykryj folią. Po ok. 20 minutach uformuj bagietki i umieść w odpowiednio złożonych ściereczkach w taki sposób, aby miały miejsce na rośnięcie. Przykryj kolejną ściereczką. Odstaw do kolejnego wyrastania na 1-1,5 godziny w 24°C.



Włóż do naparowanego, nagrzanego do 240°C piekarnika i piecz 24-26 minut.

29 marca 2013

Zakupy w młynie

Autor: Marysia

Zdjęcie ze strony www.mlynpruszcz.pl

Kiedy dowiedziałam się, że całkiem niedaleko mnie, bo w Pruszczu Gdańskim, jest młyn prowadzący sklep detaliczny, wiedziałam, że prędzej czy później (raczej prędzej, niż później ;) ), się do niego wybiorę. I tak też się stało :). Wróciłam z zapasem mąki, ale nie tylko, bo sklep jest bardzo dobrze wyposażony. Można w nim dostać otręby, kasze, przyprawy (tanie laski wanilii!), nasiona na kiełki, herbaty, owoce i warzywa suszone, orzechy i nie tylko.

Pełna lista produktów wraz z cenami znajduje się na stronie internetowej młyna. Poniżej zdjęcia mąk, które kupiłam (nie, nie mam pudełek o jakimś kosmicznym kształcie, to mój aparat je tak zdeformował ;) ), oprócz orkiszowych, a także kilka innych produktów, które włożyłam do koszyka. Jeżeli mieszkacie w okolicy, naprawdę polecam wizytę, ceny są bardzo konkurencyjne.

Artykuł nie jest sponsorowany, raczej wręcz przeciwnie, kosztował mnie bardzo dużo pieniędzy :D. Ale co poradzę, w takim miejscu ciężko się powstrzymać przed wkładaniem kolejnych produktów do koszyka ;).





ul. Wojska Polskiego 42, Pruszcz Gdański

Godziny otwarcia:
poniedziałek, wtorek, czwartek, piątek: 7.30 – 15.00
środa: 7.30 – 16.00
sobota: 8.00 - 12.00


20 marca 2013

Zakwas żytni

Autor: Marysia


Przygotowując zakwas żytni korzystałam generalnie z przepisu podanego na blogu Moje Wypieki. Jednak swój zakwas dokarmiam zawsze wagowo, tzn. nie w szklankach, czy mililitrach, ale w gramach. Podczas pierwszych kilku dni życia zakwasu dodawałam po 100 gram wody i 100 gram mąki. Teraz ilość składników dopasowuję do przepisu, ale zawsze dodaję po minimum 50 g wody i 50 g mąki. Nigdy nie zdarzyło mi się, żeby mój zakwas się rozwarstwił, tzn. żeby u góry pojawiła się warstwa wody, czasem jedynie tworzy się na nim taka sucha skorupka, jednak mimo wszystko uważam, że równe proporcje wagowe dokarmiania zakwasu dobrze się sprawdzają.

Mój zakwas ma w tym momencie 8 miesięcy i pięknie pracuje :).

Przepis na zakwas

1. dzień:
Mieszam 100 gram mąki żytniej razowej (typ 2000) ze 100 gramami przegotowanej lub przefiltrowanej wody o temperaturze pokojowej. Umieszczam w większym słoiku i mieszam. Przykrywam gazą, owijam gumką i odstawiam w ciepłe miejsce.
Wieczorem mieszam zakwas.

2. dzień:
Ponownie dodaję po 100 gram mąki i wody, mieszam i odstawiam w ciepłe miejsce.
Wieczorem mieszam.

3. i 4. dzień:
Ponownie dokarmiam, a wieczorem mieszam. Na czwarty dzień po kilku godzinach od dokarmienia zakwas jest gotowy do pieczenia.


Kilka uwag:
  • Zakwas trzymam w 1-litrowym szklanym słoiku przykrytym gazą i gumką (nie może być szczelnie zamknięty). Przez pierwsze kilka dni trzymałam zakwas w większym słoiku, bo nie wiedziałam, czego się mogę po nim spodziewać ;).
  • Do mieszania używam trzonka drewnianej łyżki.
  • Do dokarmiania używam przefiltrowanej (nieprzegotowanej) wody.
  • Po dokarmieniu zakwas trzymam: koło grzejnika (w zimie), na stole (w lecie) i w szafce lub wyłączonym piekarniku (wiosną i jesienią).
  • Zakwas przechowuję oczywiście w lodówce. W dniu dokarmiania wyjmuję go z lodówki i zależnie od temperatury w mieszkaniu odstawiam na 1-3 godziny, aby się ocieplił. Przed przygotowaniem zaczynu daję mu popracować około 5-6 godzin (chyba że w przepisie podano inaczej).
  • Chleby piekę przynajmniej 2 razy w tygodniu, więc tak samo często dokarmiam zakwas. Jeżeli piekę rzadziej, to staram się go dokarmiać raz na 10 dni, ale zdarzało mi się też 14 dni przerwy i bez problemu tyle wytrzymał.
  • Na samym początku zakwas jest dość słaby, więc lepiej jednak dodawać odrobinę drożdży do chleba, żeby uniknąć rozczarować i zniechęcenia :).
  • Na niektórych blogach proponuje się wyrzucanie nadmiaru zakwasu i zostawianie dosłownie 2-3 łyżek. Nie lubię wyrzucać rzeczy, które są wciąż dobre, i w tym przypadku moim zdaniem nie ma takiej potrzeby. Wprawdzie nie zdarzyło mi się, żebym miała cały słój niewykorzystanego zakwasu (wtedy pewnie trochę bym musiała wyrzucić, żeby zrobić miejsce na dokarmianie), ale zdarzała mi się już większa ilość zakwasu z powodu dłuższego niepieczenia i żadnych problemów z tego powodu nie miałam.
  • Jednak jeżeli Twój zakwas bardzo słabo pracuje, możesz spróbować wyrzucić większą część i dokarmić pozostałą ilość. Ale cierpliwości, zakwasowi też zdarzają się słabsze dni. To, że ma mniej pęcherzyków powietrza nie znaczy od razu, że umarł.
  • Uwaga: jeżeli na zakwasie zobaczysz chociaż małe ślady pleśni, wyrzuć go w całości. Lepiej zacząć od nowa, niż się potruć.
  • Zaschnięty zakwas bardzo ciężko się czyści, dlatego nie dopuść do tego, żeby "uciekł" (użyj odpowiednio dużego słoika, na wszelki wypadek możesz pod słoik podłożyć talerz z ręcznikiem papierowym). Myj od razu wszystkie sprzęty, których w związku z zakwasem używasz (np. drewnianą łyżkę). No chyba, że tylko ja mam tendencję do odstawiania rzeczy do zlewu "na później" ;).

Taki jest mój sposób na zakwas, i wydaje mi się, że działa - zakwas pracuje, chleby świetnie wyrastają również bez dodatku drożdży. Ale chętnie wysłucham wszelkich sugestii :). A poniżej zdjęcie porównawcze - widać, że zakwas ma dużo pęcherzyków powietrza i wyraźnie podwoił swoją objętość.



Myślę jeszcze o zakwasie pszennym, ale szczerze mówiąc nie jest mi za bardzo potrzebny, nie przeszkadza mi dodatek mąki żytniej w pszennych chlebach. Przy małej ilości zakwasu nie jest to w ogóle wyczuwalne. Ale pewnie kiedyś taki zakwas też zrobię :).